Surowcowy armagedon!

minima surowców

Dzień po tym, jak ceny surowców osiągnęły najniższy poziom od 13 lat, historyczne dno odnotowano na rynku frachtu morskiego towarów masowych. W niespełna 5 lat surowce potaniały o połowę. Tak długiej i ciężkiej bessy nie widziano od przynajmniej 30 lat.

W środę 18 listopada 2015 roku, indeks CRB mierzący ceny 19 podstawowych surowców (m.in. ropy, paliw, metali i zbóż) spadł do 182,96 punktów, osiągając najniższą wartość od listopada 2002 roku.

Ceny surowców maleją piąty rok z rzędu, co jest najdłuższą spadkową serią od przynajmniej 1994 roku. Od lokalnego szczytu z kwietnia 2011 r. indeks CRB spadł o 50,6%.

Co prawda to wciąż mniej niż 57,7% spadku odnotowanego podczas apogeum kryzysu finansowego na przełomie 2008/09. Ale wtedy surowcowa bessa trwała tylko osiem miesięcy, a sam indeks CRB spadał z niebotycznie wysokich poziomów, na jaki wywindowała go bańka spekulacyjna na rynku ropy naftowej (której ceny w 7 miesięcy podskoczyły z 90 do 148 USD/bbl).

Drugim miernikiem najlepiej oddającym skalę załamania na rynkach surowcowych jest Baltic Dry Index mierzący ceny frachtu morskiego towarów masowych (rud metali, węgla, zbóż itp.), który w czwartek 19. listopada osiągnął najniższą wartość w swej 30-letniej historii. BDI znalazł się na poziomie 504 punktów, od początku 2015 roku spadając o 36%.

minima surowców1

Na rynku nikt nie ma wątpliwości, co stoi za surowcową masakrą. Odpowiedź brzmi: Chiny. Od początku XXI wieku Państwo Środka zasysało każdą ilość surowców, w ciągu dekady stając się głównym graczem na rynku commodities. Chiny stały się fabryką świata, produkując praktycznie wszystko: od zabawek i zniczy po wyrafinowaną elektronikę i samochody.

Równocześnie chińskie władze na potęgę inwestowały w infrastrukturę, a bańka na rynku nieruchomości doprowadziła do powstania kilkudziesięciu miast-widm, z liczbą niezamieszkanych lokali liczonych w milionach. W rezultacie kraj zamieszkany przez 1/5 populacji i generujący tylko (albo aż) 13% globalnego PKB do niedawna pochłaniał 60% światowej produkcji cementu, 54% aluminium, prawie połowę miedzi, stali, niklu i węgla oraz generował prawie 1/4 popytu na złoto.

Ale od kilkunastu kwartałów chińska gospodarka rośnie coraz wolniej. Patrząc na wskazania indeksu PMI i drastyczne wyhamowanie produkcji energii elektrycznej, można wnioskować, że w przemyśle trwa recesja. Ochłodzeniu uległa też koniunktura w budownictwie, co razem skutkowało ograniczeniem popytu na surowce. Nastąpiło to po okresie, w którym producenci istotnie zwiększyli podaż surowców, chcąc zaspokoić wiecznie głodnego chińskiego smoka.

Tyle że teraz smok jest najedzony i nowe partie surowego mięsa zaczynają wychodzić mu bokiem. Nawet przy oficjalnym tempie wzrostu PKB Chin rzędu 6,5% (faktycznie wzrost jest zdecydowanie niższy, według niektórych ekspertów nawet bliski zera) analitycy określają stan rynku surowcowego jako „katastrofalny”.

„Głównym problemem jest brak popytu na rudę żelaza z Chin. Rynek wygląda katastrofalnie, a ceny frachtu są tego odbiciem (…) i nie zapowiada się, aby w najbliższym czasie miał powrócić do życia” – powiedział jeden z analityków rynku transportu morskiego cytowany przez Bloomberga.