Lipiec był fatalnym miesiącem dla nafciarzy

notowania cen ropy

Cena baryłki ropy Brent spadła w lipcu o ponad 10 dolarów, zaliczając najgorszy miesiąc w tym roku i wymazując większość tegorocznej zwyżki. Spekulacje na temat ograniczenia podaży okazały się nietrafione – wydobycie „czarnego złota” nadal rośnie.

Kontrakty na ropę w Nowym Jorku z wrześniowym terminem dostawy potaniały w piątek o 3,3%, kończąc handel na poziomie 46,84 USD za baryłkę. To najniższy kurs zamknięcia od kwietnia.

Ropa Brent została przeceniona o niemal 3%, do 51,78 USD za baryłkę. To najniższa od stycznia cena na koniec dnia. W lipcu notowania Brenta spadły aż o 18%, czyli o 11,40 USD na baryłce. Był to najsilniejszy miesięczny spadek od grudnia 2014 roku, po którym notowania ropy powróciły w rejon styczniowego dna (48,05 USD, licząc po kursach zamknięcia).

Bezpośrednim katalizatorem piątkowych spadków były doniesienia o drugim z rzędu wzroście liczby odwiertów naftowych w USA. Tendencja do niewielkiego wzrostu liczby szybów trwa od początku lipca, co zupełnie zaskoczyło rynek. Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że ceny poniżej 70 USD za baryłkę nie gwarantują opłacalności wydobycia z amerykańskich łupków.

Zaskakujący wzrost produkcji przy względnie niskich cenach nie jest tylko domeną amerykańskich nafciarzy. W czerwcu odnotowano rekordowe wydobycie w Arabii Saudyjskiej, Rosji, ale także Brazylii i Chin.

Taniejąca ropa cieszy kierowców i konsumentów na całym świecie, ale przysparza coraz większych kłopotów branży naftowej. Niedawno na zwolnienie 6,5 tysiąca pracowników zdecydował się Royal Dutch Shell. Inni naftowi gigancie wkrótce mogą zostać zmuszeni pójść w jego ślady. Wynikami za drugi kwartał rozczarowały największe koncerny amerykańskie: Exxon Mobil i Chevron. Ich akcje przeceniono w piątek po blisko 5%